[ Pobierz całość w formacie PDF ]

usłyszeć Heinz.
Kocham cię jak nic na tej ziemi. Kocham cię teraz i w wieczności.
Pieśń przebrzmiała. Ale jej echo dzwięczało jeszcze w czterech młodych
sercach, gdy żegnali się i ściskali sobie ręce na pożegnanie.
Rozdział piętnasty
Spotkali się ponownie w niedzielę przed południem. I znowu byli bardzo
przejęci swoją pracą. Nadeszły już różne przesyłki, drobiazgi, które dzieci
otrzymać miały jako upominki.
Musieli je przejrzeć i popakować. Gdy nadeszło południe, miełi jeszcze dużo
pracy. Heinz i Käthe umówili siÄ™, że dokoÅ„czÄ… jÄ… po poÅ‚udniu. Wyszli z domu
zaraz po obiedzie, toteż szybko uporali się ze wszystkim. Cała czwórka była w
pogodnym, radosnym nastroju. Po skończonej pracy Rose zaproponowała:
- Gdyby państwo mieli czas, moglibyśmy pójść na leśną łąkę i tam na
miejscu zastanowić się nad pewnymi sprawami.
Heinz i Käthe chÄ™tnie siÄ™ zgodzili. I tak we czwórkÄ™ wyruszyli w drogÄ™.
Radczyni przyglądała się chwilę poczynaniom młodych ludzi i nawet jeśli
ton ich rozmowy stał się mimo ich woli nieco bardziej formalny, to był jednak
świeży i żywy i starsza pani przysłuchiwała się im z przyjemnością. I gdy
żegnali się z nią, aby pójść na leśną łąkę, powiedziała bardzo uprzejmie do
Heinza i Käthe:
- Jeśli będziecie państwo w drodze powrotnej wracali tędy, zapraszam do nas
na filiżankę herbaty.
Podziękowali za zaproszenie, ale nie podejrzewali, jak wielkie odnieśli
zwycięstwo. Rose i Gert rozumieli to lepiej. Popatrzyli sobie radośnie w oczy.
Rose objęła i pocałowała matkę i wyszeptała jej do ucha:
- Kochana, kochana mamo, jesteÅ› godna uwielbienia w swojej dobroci.
Radczyni stała jeszcze dłuższą chwilę i zastanawiała się nad słowami córki.
Czuła się nimi dziwnie wzruszona. Właśnie dlatego, że Rose była jej zwykle
trochę obca, zrobiły na niej tak duże wrażenie. A potem pomyślała nagle o
Georgu. Co powiedziałby, gdyby przyszedł na herbatę i zastał tu rodzeństwo
Lindnerów?
Poczuła się trochę nieswojo. Ale szybko odzyskała równowagę.
 Przypomnę Georgowi, że młody Lindner uratował Gertowi życie. Wtedy na
pewno zrozumie, dlaczego zaprosiłam ich na filiżankę herbaty."
I gdy mąż do niej podszedł, powiedziała odważnie, choć z odrobiną
niepewności:
- To rzeczywiście dwoje wyjątkowych ludzi, ci Lindnerowie. Nie widać po
nich w ogóle, że pochodzą z innej sfery. Ten młody inżynier ma niemal
arystokratyczną postać, a jego siostra w wyjątkowo wytworny sposób porusza
się i rozmawia. Rzadko widuje się tak pięknych ludzi, muszę to powiedzieć
otwarcie, oni mi siÄ™ bardzo podobajÄ….
Radca chwycił dłoń żony; wydawała mu się o wiele cieplejsza niż zwykle.
W jego spojrzeniu było tyle serdeczności i cicha nadzieja.
- Cieszę się bardzo, Klaryso, że mimo swojej początkowej niechęci masz
teraz odwagę przyznać się do pomyłki.
Poczerwieniała nagle. Tak jak podziałały na nią przedtem słowa Rose, tak
teraz słowa męża trafiły jej prosto do serca.
- Nie chcę być niesprawiedliwa. Tylko zawsze byłam przekonana, że różnic
w pochodzeniu społecznym nie da się zatrzeć. Tych dwoje ludzi z pewnością
tak bardzo różni się od innych ze swojej sfery, że trzeba im przyznać
wyjÄ…tkowÄ… pozycjÄ™.
- Cieszę się, Klaryso. że przynajmniej uznajesz wyjątki. I myślę, że wśród
naszych robotników wielu jest ludzi o wysokiej inteligencji, którzy po
otrzymaniu niezbędnego wykształcenia mogliby być uznani za wyjątki. Sama
musisz przyznać, że i w wyższych sferach są ludzie, którzy mimo niezwykle
starannego wykształcenia są daleko w tyle za inteligentnym robotnikiem, nie
dorównują mu w dobroci serca i uczciwości charakteru.
Pani Klarysa zastanowiła się chyba po raz pierwsz w życiu nad tym
problemem. A ponieważ nie było w pobliżu Georga, którego sugestii zawsze
ulegała, po chwili szczerze przyznała:
- Może masz rację, sądzę, że byłam dotychczas zbyt surowa w swojej ocenie.
Będę się w każdym razie starała nigdy więcej nie być niesprawiedliwą.
Radca podniósł do ust dłoń żony. Był to pierwszy od lat moment, kiedy
oboje małżonkowie byli do siebie przyjaznie usposobieni.
Czwórka młodych ludzi szła tymczasem przez park wesoło gawędząc. Gdy
mijali Ville Carola, zobaczył ich Georg, który siedział w fotelu i czytał gazetę,
odgrodzony od reszty świata gęstymi zasłonami. Jego uwagę zwróciły radosne
gÅ‚osy. W oczach zapÅ‚onÄ…Å‚ zÅ‚y ognik, gdy zobaczyÅ‚ Käthe u boku Gerta.
Cała jej postać miała w sobie coś jasnego, świeżego, wiosennego i jego
gorące pożądanie znowu zapłonęło. Przyglądał się im pałającymi oczyma.
- Mój pan brat to szczwany lis. Potrafił lepiej ode mnie okiełznać tę małą.
Ale niech się nie cieszy swoim zwycięstwem. Będę czujny. I biada, jeśli
zostanie przez nią wysłuchany. Na to, czego mnie odmówiła, nie może
pozwolić innemu.
Niespokojnie przemierzał pokój, żałosna ofiara własnych niepohamowanych
żądzy.
Käthe Lindner i Gert Ruhland nie domyÅ›lali siÄ™, że Georg towarzyszy im
wrogimi myślami. Szli tuż za Heinzem i Rose ciesząc się letnim dniem.
Gawędzili ze sobą podobnie jak para przed nimi. Bez skrępowania otwierali
swoje dusze i odkrywali skarby, które były tam ukryte.
Gert opowiadaÅ‚ o swoich podróżach, a Käthe przysÅ‚uchiwaÅ‚a mu siÄ™ w
napięciu.
- Podróżowanie musi być wspaniałe - rozmarzyła się, gdy na chwilę przerwał
opowiadanie. - Nigdy nie życzyłam sobie innego życia od tego, które
prowadzę. Zawsze byłam zadowolona z tego, co mam, ale zawsze też dążyłam
do poszerzania swoich horyzontów myślowych. Ale kiedy puszczam wodze
fantazji, marzę o podróżach, prawdziwych podróżach w daleki świat.
Z boku patrzył z podziwem na jej twarz.
- Tylko żeby nam pani pewnego dnia stąd nie wyfrunęła, panno Lindner.
- O nie! Zbyt mocno jestem związana z zakładami Carola. Nie chciałabym
dłużej żyć w innym miejscu. Ale chciałabym czasami podróżować i poznać
chociaż malutki kawałek świata.
- Ależ to chyba możliwe. Przecież ma pani każdego roku kilka tygodni
urlopu. Czy nie mogłaby pani w tym czasie gdzieś wyjechać?
- Dotychczas nie było to możliwe. Mój brat i ja poświęcaliśmy w ostatnich
latach nasze wakacje na naukę. A to, co zarobiliśmy, przeznaczaliśmy na
opłacenie najbardziej koniecznych spraw. Na przyzwoite ubranie i dobre
książki dużo trzeba wydać. Ale uzbieraliśmy już pewną sumę i tego lata w
czasie naszego urlopu chcemy zorganizować małą wycieczkę.
- I dokąd państwo pojedziecie?
- Do Turyngii. Moja zmarła matka pochodziła z Turyngii. Często nam
opowiadała o swojej pięknej ziemi rodzinnej, polach, lasach, górach i zamkach.
Chcemy powędrować przez Turyngię, jeśli los nam pozwoli.
- Chciałbym i ja tak powędrować. Uśmiechnęła się.
- O, pan jest z pewnością przyzwyczajony do innego rodzaju podróżowania.
- Właśnie dlatego taka prosta wędrówka byłaby dla mnie czymś nowym,
urzekającym. Kto chce się naprawdę rozkoszować naturą, powinien trzymać
się jak najdalej od chmary turystów szukających tylko przyjemnostek, którzy
zachód słońca witają przesadnym gadulstwem, a piękny widok traktują jako
dodatek do przyjemności stołu. I dlatego w czasie swoich podróży oddalałem
się od tłumów, wędrowałem w samotności i radowałem serce drżąc z podziwu
dla cudów natury. Spojrzała na niego z uznaniem.
- To słychać w pana opowieściach. Odpowiedział jej śmiałym spojrzeniem.
- Ale nie powinno się chłonąć piękna natury w samotności. Trzeba być we
dwoje. Wtedy można własne odczucia przelać do innego serca, które nas
rozumie i czuje to samo. To pełnia szczęścia. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • glaz.keep.pl