[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Małolat stał przetrawiając usłyszane informacje.
 I to jest jedyny powód?  odezwał się w końcu.  Jeśli nam się uda, to będzie wszystko...?
Myślę, że to nie powinno być zbyt trudne...
 Ten sposób rozumowania najlepiej wyjaśnia, dlaczego na tym statku masz tak niską rangę 
obwieścił swą obecność artylerzysta Arnild.
Arnild był weteranem służby patrolowej, która słynęła z tego, że dział emerytalny nie narzekał
na nadmiar petentów. Poza tym był całkowitym ignorantem, wyłączając trzy dziedziny: wojnę,
komputery i działa.
 Czy mogę coś dodać od siebie, szefie? Po pierwsze  każdy wróg Służalców jest naszym
sprzymierzeńcem, a może nawet przyjacielem. Po drugie  może tak być, że jest to wróg całej rasy
ludzkiej i wtedy będziemy musieli użyć Mozaiki, żeby ukręcić łeb całej sprawie, czyli zakończyć
zbożne dzieło rozpoczęte przez Służalców. Po trzecie  Służalcy mogli tu coś ukryć, na przykład
zastępcze centrum dowodzenia. Coś, co raczej zniszczą niż nam pokażą. Każdy z tych powodów jest
wystarczający, żeby zainteresować się tą planetą, nie?
 Będziemy w atmosferze za dwadzieścia godzin  Dali przerwał ciszę, która nagle zapadła
 ale jeśli damy mu pełną moc, to możemy być za siedem.
 DÅ‚ugo siÄ™ nie uchowasz. JesteÅ› zbyt niecierpliwy, jak na grzeczne dziecko  Arnild nawet
nie odwrócił głowy od ekranu, ustawiając filtr podczerwieni na najlepszą ostrość.
 Panowie, trochę kultury  głos Stane a był jak zwykle cichy i spokojny.  To, że jest nas tu
trzech na tym zadupiu zapomnianym przez Boga i nasze dowództwo, to jeszcze nie powód, żeby nie
przestrzegać podstawowych zasad dobrego wychowania. A poza tym, Arnild, zapomniałeś, że Dali
nigdy nie walczył ze Służalcami. A teraz jazda na naszą łajbę.
* * *
Przelatywali przez atmosferę w milczeniu. Zwiadowczy planetolot zataczał kręgi po
równikowej orbicie, gdy uzyskali pierwsze odczyty i odbitki z powierzchni. Duplikaty powędrowały
na stół, oryginały zostały w zapieczętowanych kasetach, które otwiera się tylko w bazie.
 Niewiele tego  komandor odsunął odczyty  a i tak człowiek głupieje. Nie mamy innej
rady, schodzimy i rozejrzymy siÄ™ na miejscu.
Arnild w milczeniu oglądał zdjęcia. Jego pałce odruchowo uruchamiały nie istniejące
wyrzutnie. Dali pierwszy przerwał ciszę.
 Faktycznie, nic ciekawego. Kupa wody i jeden wielki kontynent.
 Nic wykrywalnego  to był Stanę.  %7ładnego promieniowania, dużych mas metalu na
powierzchni czy we wnętrzu planety, żadnych zródeł energii. %7ładnych powodów, dla których tu
jesteśmy.
 Ale jesteśmy!  Arnild zakończył kontemplację zdjęć.  Więc zamiast strzępić gębę,
zjeżdżajmy na dół i przekonajmy się naocznie, po cholerę się tu znalezliśmy. To  pstryknął w
zdjęcie  jest chyba jakaś wioska. Prymityw! Dymy z palenisk, tubylcy szwendają się po okolicy jak
śnięte rybki...
 A tu są owce na polu  przerwał jak zwykle Dali  i łodzie wypływające z zatok.
Powinniśmy coś znalezć!
 No cóż, pozostańmy w tej zbożnej nadziei. Przygotować się do lądowania!
Starym zwyczajem odbyło się ono z hukiem i błyskiem. Przyziemili w zagajniku na wzgórzu, na
którego stoku była położona największa na kontynencie osada.
 Pozytywny odczyt atmosfery  Dali wyłączył analizator.
 Zostań przy celownikach, Arnild  Stanę był tym razem jeszcze spokojniejszy niż zwykle.
 Trzymaj nas na wizji, ale wal tylko na mój rozkaz.
 Albo gdy cię zabiją  głos Arnilda był całkowicie wyprany z emocji.
 Albo gdy mnie zabiją  Stanę nie ustępował mu pod tym względem ani na jotę.  W tym
wypadku zostaniesz dowódcą.
Razem z Dallem nałożyli lekkie skafandry i opuścili statek. Powietrze było chłodne i przyjemnie
orzezwiajÄ…ce.
 Pachnie wspaniale po odorze tych katakumb!
 Masz rzadki dar obrzydzania sobie życia  odezwał się w słuchawkach Arnild.  Hej!
Zobaczcie no, co siÄ™ dzieje w wiosce!
Dall ustawił ostrość lornetki. Stanę zrobił to, gdy tylko opuścili pokład.
 Nic się nie rusza! Wyślij  Oko !
Z hukiem boostera owalny aparat opuścił planetolot i zaczął zataczać kręgi nad wioską.
Składała się ona z około setki domów o przestronnych wejściach, tak że  Oko mogło spenetrować
ich wnętrza.
 Nikogo  głos Arnilda był pełen sarkazmu.  Ani jednego zwierzaka, nie mówiąc o
gospodarzach. I gdzie się podziała ta przysłowiowa gościnność wobec gwiezdnych tułaczy?
 Ludzie nie mogli, u diabła, tak po prostu zniknąć  zdenerwował się Dali.  W którą stronę
byś nie spojrzał, pola są puste. A przecież dym z kominów jeszcze się snuje po okolicy!
 Dym jest, a ludzi nie ma  głos Arnilda znów był beznamiętny.  Zejdzcie z łaski swojej
na dół i rozejrzyjcie się.
 Oko opuściło wioskę i leciało w kierunku statku. Właśnie przelatywało nad zagajnikiem, gdy
stanęło jak wryte, a słuchawki rozdarły się głosem Arnilda:
 Stop! Tam nikogo nie ma, ale z dziesięć jardów nad wami ktoś jest i to nawet nie taki
brzydki!
Obaj zainteresowani powstrzymali naturalny odruch zadarcia głów i podziwiania tego kogoś.
Zrobili to dopiero po chwili, gdy byli już w wystarczająco bezpiecznej odległości, by uniknąć
niezasłużonych podarków, które mogły się im posypać na głowy.
 Uważajcie! Obniżam grata dla lepszego obrazu. Dziewczyna, ładna, nie ma żadnej widocznej
broni, tylko jakąś spódniczkę. Siedzi na drzewie i nie rusza się. Oczy ma zamknięte. Wygląda na
cholernie przestraszonÄ….
Obaj podróżnicy dostrzegli konturowy obraz w soczewkach swoich lornetek.
 Nie podjeżdżaj bliżej, ale włącz głośnik i przełącz mnie na linię.
 Już się robi.
 Jesteśmy przyjaciółmi... Zejdz... Nie chcemy cię skrzywdzić...  słowa odbijały się echem i
zniekształcone powracały do ich uszu.
 Słyszy, szefie, ale może jej nie uczyli esperanto  zauważył Arnild.  Rezultaty twojej
przemowy są nikłe  mocniej przytuliła się do pnia.
Stane poznał trochę język Służalców w czasie wojny, ale teraz musiał się niezle
nagimnastykować, zanim sklecił zrozumiałą dla wroga wiązankę dzwięków.
 To coś dało, szefie  meldował Arnild.  Podskoczyła tak, że omal nie zleciała z tej
grzędy. Teraz wlazła chyba dwa razy wyżej i siedzi.
 Niech mi pan pozwoli tam wejść, sir  Dali stał na baczność.  Wezmę linę i wdrapię się
do niej. To jedyny sposób. Tak samo jak z kotem.
Stane rozejrzał się wokoło.
 Wygląda na to, że jest to najlepsze rozwiązanie. Wez ze statku lekką linę, ze dwieście
jardów. I pospiesz się, bo zaczyna zmierzchać.
%7łelazo werżnęło się w pień i Dali rozpoczął wspinaczkę. Dziewczyna poczuła ruch drzewa i
wtedy spostrzegł jasną plamę jej twarzy, zwróconą ku dołowi. Potem plama znikła i zaszeleściły
liście. Ruszył w górę, zanim Arnild zrelacjonował sytuację.
 Uważaj! Wlazła wyżej, jest nad tobą!
 Co mam robić, komandorze?  spytał Dali, siedząc okrakiem na grubym konarze, z dziesięć
stóp nad ziemią.
 Właz dalej. Ona nie może wejść wyżej niż na czubek. Na pewno ją dogonisz  wypowiedz
Stane a jak zwykle napawała otuchą. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • glaz.keep.pl